Poezja Katarzyny Wawrzonowskiej

Katarzyna Wawrzonowska z domu Milewska.

     Urodziła się 11 maja 1972 roku w Warszawie. Ukończyła Liceum Ekonomiczne. Pracowała w XII O/PKO na Wiatracznej. Wyszła za mąż 17 kwietnia 1993 roku za Mariusza. W 1999 roku zachorowała na raka. Po ciężkiej chorobie Zmarła 6 kwietnia 2000 roku. Przez całe swoje krótkie życie pisała wiersze. Są one zwierciadłem Jej duszy i Jej miłości. Odnajdujemy je w szufladach jak zasuszone liście wspomnień.

Mariusz Wawrzonowski (mąż)
Warszawa 18 marca 2001 r.

Katarzyna Wawrzonowska


"…nie ciałem żywa, lecz duszą i sercem
na tych oto kartach spisała swe wiersze…"

Ktoś, kto kochał mocniej, niż potrafił

*

Czuję się samotna, i nic tego nie zmieni.
Nie ma Cię tutaj, i ogarnia mnie strach.
Jest tak przerażająco cicho.
Tak, wiem teraz, że się boję – bardzo.
Mrok nocy ogarnia mnie niczym ciemność śmierci.
Bądź tu, nie pozwól mi się bać.
Samotność to gorsze niż kres życia.
Cóż mam uczynić, by czuć się bezpiecznie?
Pamiętaj, nie smuć się, gdy umrę, wtedy nie będę się już bała.
Lecz teraz bądź ze mną choć jedną myślą, wspomnieniem.
Zrozum moje obawy i zachowaj mnie w sercu.
           

                 

PRAGNIENIE

To nieprawda, że już nie ma dumy.
To nieważne, że samotnie czekam na zachód i zimny, wieczorny wiatr.
To niepotrzebne, by pilnować miał mnie ktoś.
Kto nie rozumie, co ja kocham.
Ja dziś pragnę prawdy, tej przez jedwabne nici otulonej
I znieważanej przez innych.
To dzień w swej jaskrawości mnie przeraził i wypędził w mrok,
Więc podążam ku ciemności – tej bezpiecznej, która wszystkich przygarnie.
Ona jak dobra, wyrozumiała kobieta przytuli i wysłucha.
Potrzeba nam chwili oddechu i dotyku ciepłych rąk miłości.

UMIERANIE

Ktoś umiera pełen niepokoju o przyszłość najbliższych.
Te ostanie chwile oddaje im zakłopotane skronie  (NIEJASNE!!!!)
I strach gdzieś się czai.
Stare, zmęczone oczy nie boją się zgaśnięcia, tylko o uśmiech dzieci.
Szczupła, pomarszczona dłoń dotyka bliskich ostatni raz,
Chcąc wziąć to ciepło na później, chcąc je zapamiętać!
Kocham was – mówi cicho – żyjcie szczęśliwie
I umierajcie godnie – to ostatnie słowa.
Coś zachwiało powietrzem, coś jak bańka mydlana pękło.
Umarł i zmartwienia odeszły.
 
                                 
BEZSENNOŚĆ

Otwierasz oczy i widzisz ciemny pokój.
Spoglądasz w okno.
Do świtu jeszcze daleko.
Gwiazdy jak małe brylanty mienią się subtelnie.
Wzrok się wyostrza i dostrzegasz ciemne gałęzie huśtane przez wiatr.
Nagle twoje myśli zaczynają płynąć jak rwący potok.
Wyobraźnia buduje wielkie plany i rozwiązania.
Nie możesz usnąć – odlecieć w krainę marzeń.
Przytulasz się do poduszki i robisz coś jakby rachunek sumienia.
Sam nie wiesz po co.
To chyba ta cisza i ciemność do tego namawia.
Słyszysz tykanie zegara.
Tyka coraz głośniej i głośniej…
Mija czas i z każdą chwilą jesteś bliżej świtu.
Ranek przyniesie ci tyle spraw nie mogących czekać.
Będziesz biegł przez dzień, aby wieczorem położyć się i usnąć.
Nie masz wciąż czasu na rozmyślania – życie jest takie szybkie.
Może dlatego obudziłeś się dziś w nocy, by o tym wszystkim pomyśleć.
Pomyśleć o nie złożonych życzeniach, o nie napisanym liście, o nie spełnionej obietnicy…
I o tym, żeby powiedzieć o swej miłości wszystkim tym, których kochasz.
Czujesz, jak nagle odpływasz w sen – jest ciepło i cicho.
Odpocznij jeszcze te kilka chwil, nim przyjdzie ranek i rzuci cię w huragan codzienności.

*

Zauważyć błąd w swym istnieniu.
Nauczyć się żyć, gdy wszystko beznadziejne się staje.
To wszystko, choć banalne, tak trudne,
Gdy miłość wygasa, gdy przyjaźń zawodzi,
Gdy coś jedyne i piękne
Jak czas nieuchwytny odchodzi.
                                                

 Katarzyna Wawrzonowska

MODLITWA

Proszę Cię, Boże,
o lepsze jutro,
o szczęśliwą miłość,
o zdrowie dla wszystkich.
Proszę Cię, Boże,
o spełnienie marzeń,
o radość niewinną,
o rozejm z kłamstwem i obłudą.
Dzięki Ci, Boże,
za życie szczęśliwe,
za szczerych przyjaciół,
za rozkosz i łzy, które w nas są.
Dzięki Ci, Boże,
za szacunek istnienia,
za pomoc ogromną,
za mojej modlitwy wysłuchanie.
Amen.

TY NIE ROZUMIESZ

Pomimo że stoisz w aurze miłości, którą mnie otaczasz każdego dnia,
Czasem czuję się samotna i wtedy szukam u Ciebie zrozumienia.
Ty mnie nie rozumiesz…
Moich uczuć i moich łez,
Gdy stoję nad przepaścią przerażenia,
Szarpana przez wiatry rozpaczy.
Ty jesteś pełny nadziei,
Nawet w złych czasach oczy Twe płoną wiarą.
Łzy dodają Tobie tylko siły.
Nie wiesz nawet, że można wątpić we wszystko tak jak ja.
Ty mnie nie rozumiesz…
Moich uczuć i moich łez,
Gdy stoję nad przepaścią przerażenia,
Szarpana przez wiatry rozpaczy.
Chcesz tchnąć we mnie pewność, że nasza Moc obudzi świetlaną przyszłość.
Każdy dzień będziesz chciał uczynić niedzielą,
Każdą noc – rajem, ale…
Ty mnie nie rozumiesz…
Moich uczuć i moich łez.
Mimo naszej wielkiej miłości jesteśmy
jak z innych planet.
Spójrz w mą duszę,
Może to zobaczysz.

*

Istnieją dwa światy i dwa czasy.
Chcę, byśmy zaistnieli w tych szczęśliwych.
Czy ze smutku może pęknąć serce?
Czy istnieje radość bez poznawania cierpienia.
Ogień, który płonie w moim sercu,
Może ogrzać wszystkie zmarznięte myśli smutnych ludzi.
To są ludzie z tego drugiego świata.
Ja stoję na granicy między radością a rozpaczą.
Pragnę, aby los dał mi szansę zaistnienia w tym…

*

Bardzo się boję, gdy myśli tłoczą się w głowie.
Czy ty też tak się boisz o mnie?
Gdy słońce rozgrzewa świat
Strach lekko śpi.
Lecz noc budzi obawy.
Leżę, wpatrując się w rozświetlony przez światła miasta sufit.
I myślę…
O strachu, o ciemnej samotności…
W kręgu zaczarowanych marzeń
O jasnej przyszłości przy ukochanej osobie.
Czas mija, czuję, jak bije jego tętno.
Zegar daje mu ciało.
Marzę, by uwolnić się od tego paraliżującego strachu.
Bardzo się boję ciemności i cieni.
Boję się być sama.
Potrzebuję czuć Twoje ciepło i Twoją obecność tuż obok.

STRACH…

Strach niszczy uczucia – uderza w twarz rozsądek.
Strach ukrywa radości pod płaszczem przerażenia.
Strach rozdrapuje wiarę i niweczy nasze plany.
Strach, strach, strach…
To on nas budzi przed świtem,
a nocą nie daje usnąć.
To on pisze najciemniejsze scenariusze.
To on, czym mocniej jest z nami, zabija nadzieję. Strach, strach, strach…
To właśnie on miłość chce zamienić w złudzenie, zrozumienie w litość.
Wszystkie ważne prawdy – w nieistotne kłamstwa.
Ten wróg jest zawsze z nami – nie pozwólmy mu się tylko obudzić!
Strach, strach, strach…

MODLITWA

Proszę Cię, Panie w Trójcy Jedyny, o wyzdrowienie.
Wystarczy tylko jedno spojrzenie,
Jedna myśl, by mnie uszczęśliwić.
Proszę Cię, Jasna Panienko, o Twoje wstawiennictwo.
Twoja dobroć mnie ocali.
Proszę Cię, św. Judo Tadeuszu, o to,
byś wyprosił dla mnie zdrowie i radość,
by powróciła dawna szczęśliwa Kasia,
pełna optymizmu i planów.
W tej godzinie łaski błagam
o litość dla mnie i mojej kochanej Rodziny.
Dziękuję za wszystko, co już zrobiłaś, Dobra Panienko.
Dziękuję za wspaniałą Rodzinę.
Proszę o łaskę zdrowia dla mnie i moich bliskich
i wszystkich znajomych.
AMEN.

Udostępnij
BACK_TO_TOP_OF_PAGE