Zabójcza logika

Andrew Wragg był żołnierzem elitarnej brytyjskiej jednostki SAS. Niespełna rok temu zdecydował się zabić swojego 10-letniego syna Jacoba chorego na zespół Huntera (stopniowe obumieranie komórek we wszystkich narządach wewnętrznych). Zdaniem Wragga to zabójstwo było aktem litości, bo chłopiec cierpiał niewyobrażalne męki. Sąd, przed którym stanął Wragg, podczas niedawnego posiedzenia uznał, że sprawa jest na tyle skomplikowana, że werdykt należy odłożyć do listopada.

 Dlaczego? Otóż oskarżony o zabójstwo Andrew Wragg, tłumacząc się przed sądem, przypomniał, że kilka lat wcześniej był świadkiem aborcji przeprowadzonej na jego młodszym synu, u którego także zdiagnozowano zespół Huntera. Ojciec wspominał tę aborcyjną decyzję jako prawdziwe piekło. - Zaufaliśmy specjalistom, którzy powiedzieli nam, że żona nie powinna urodzić kolejnego dziecka z zespołem Huntera, bo czeka je życie pełne cierpień - wspomina Wragg. - A potem pokazali mi bijące serce chłopca - dodał komandos i przez łzy opisywał moment śmierci swojego nienarodzonego dziecka. - To było okropne. Dlaczego oni nie powiedzieli mi, co się stanie? - mówił Wragg przed sądem.

To właśnie podczas analizowania procedury aborcyjnej w głowie ojca zrodziła się myśl, że dopuszczalne będzie także zabicie starszego, chorego dziecka. I niezależnie od tego, że idea taka mogła powstać w umyśle człowieka zrozpaczonego, trudno nie dostrzec, że jest ona logicznie poprawna i wyprowadza tylko wnioski z założenia o dopuszczalności aborcji dziecka cierpiącego na nieuleczalne genetyczne schorzenie.

Prawo do aborcji ze względu na wady genetyczne płodu opiera się na dwóch argumentach. Po pierwsze, jego zwolennicy wskazują na dziecko i tłumaczą, że jeśli przyjdzie na świat, jego cierpienia będą zbyt wielkie, by mogło ono godnie i szczęśliwie przeżyć życie. Po drugie, pokazują rodzicom, że takie dziecko ich też skazuje na ogromne męki i koszty. O ile z pierwszym argumentem trudno poważnie dyskutować, gdyż jakość życia ocenić może tylko ten, kto dostanie możliwość jego przeżycia (to, co dla mnie jest niewyobrażalnym cierpieniem, dla kogoś innego może być trudnym szczęściem), o tyle drugi trzeba brać poważniej.

Już niektórzy myśliciele rabiniczni, powołując się na konieczność ochrony zdrowia psychicznego matki, dopuszczali aborcję, jeśli dziecko miałoby być tak ciężko chore, że mogłoby wywoływać problemy psychiczne u jego matki. Podobnym argumentem posługuje się popularny i wpływowy współczesny bioetyk Peter Singer. Jego zdaniem nie ma powodów do urodzenia takiego dziecka, ponieważ może ono przeszkadzać rodzicom w przeżyciu normalnego i pełnego życia.

Ten argument, choć dla wielu może być przekonujący, konsekwencje ma naprawdę szokujące. Wskazał na nie Wragg, zabijając swoje dziecko, ale dokładnie opisuje je także Singer w swoich bestsellerach. Mianowicie: jeśli godzimy się na aborcję ciężko chorego dziecka przed jego urodzeniem, to dlaczego nie zgodzić się na eutanazję chorych dzieci - szczególnie jeśli są one z powodu młodego wieku albo postępów choroby pozbawione świadomości lub niezdolne do wyrażania własnej woli - również po urodzeniu? Ostatecznie wszystkie argumenty odnoszące się potencjalnie do płodów odnoszą się w pełni także do nich. Biologicznie czy genetycznie są one - i wskazuje na to ateista i przeciwnik chrześcijaństwa Singer - tymi samymi bytami jak przed urodzeniem. Są tak samo zależne od rodziców, tak samo niezdolne do wyrażania własnych myśli i o niebo bardziej kłopotliwe. Jedyną realną różnicą jest estetyka i wygoda. Bo aborcja jest prostsza do przeprowadzenia i mniej odrażającą, szczególnie gdy nie wgłębiamy się w tajemnice gabinetów ginekologicznych.

     Jeśli więc godzimy się na aborcję uszkodzonych płodów, to nie ma powodów, by nie godzić się na eutanazję dzieci chorych genetycznie. A jeśli tak, to nie ma powodów, by sądzić Wragga. Jedyną jego winą jest bowiem to, że poważnie potraktował założenia prawa.


Tomasz P. Terlikowski

Peter Singer ur. w 1946 r., profesor bioetyki
Uniwersytetu Princeton, USA. Autor ponad 30
książek z zakresu etyki. W swoich publikacjach
wyraża otwartą niechęć do etyki chrześcijańskiej,
szczególnie do zasady świętości ludzkiego życia.
Wartość życia według niego nie tylko zmienia się
w zależności od stopnia posiadania świadomości,
ale istnieją również okoliczności, które życiu
odbierają wszelką wartość - np. w przypadku głęboko
upośledzonych noworodków (przyp. red.).

GŁOS DLA ŻYCIA
nr 5(76) wrzesień/październik 2005
Udostępnij
BACK_TO_TOP_OF_PAGE