Świadectwo mamy zmarłej młodej pacjentki

Śp. Justyna lat 22 zadziwiła wielu z nas swoja dojrzałością. Dziękujemy mamie, że zechciała się podzielić tym najpiękniejszym darem, swoja córką widząc, że ten dar ma znaczenie dla wielu innych osób.

 

A oto świadectwo:

Justyna lat 22

Justyna SasaraWspominając naszą córeczkę nie sposób nie opowiedzieć chociaż w skrócie o jej pięcioletnich zmaganiach z nowotworem kości. W październiku 2008 roku poznaliśmy tę straszną diagnozę, Justyna miała wtedy siedemnaście lat. Przeszła operacje wstawienia endoprotezy kości udowej , cztery operacje płuc, dwie operacje  mózgu kilka drobniejszych zabiegów i ponad dwadzieścia chemioterapii. Nasze dziecko nigdy się nie skarżyło, zawsze była uśmiechnięta, każdy atak choroby przyjmowała jako kolejna przeszkodę do pokonania.

Kiedy zakończyła pierwszy etap leczenia po dwóch tygodniach ferii poszła do szkoły i skończyła druga klasę liceum, potem był kolejny atak choroby , dwa tygodnie po operacji płuc całą noc tańczyła na studniowce a potem między jedną a drugą chemioterapią zdawała maturę, z powodzeniem. Zawsze pocieszała inne chorujące dzieci, a o sobie mówiła niewiele, nie lubiła opowiadać o swojej chorobie. Po Wielkanocy 2013 miała kolejną operację mózgu, czuła się po niej bardzo dobrze przez miesiąc. Upiekła mi tort na 50- te urodziny, a potem zaczęła się czuć coraz gorzej. Badania wykazały , że choroba zaatakowała organizm ostatecznie. Justyna przeszła pod opiekę hospicjum Księży Marianów.

 

Justyna SasaraJustyna Sasara

Z dnia na dzień straciła czucie w nogach , była sparaliżowana od pasa w dół nadal jednak nie myślała o umieraniu , chociaż martwiła się o swoją młodszą siostrę pytała mnie co będzie z Asią. Modliła się na różańcu, jednak po wycięciu guza mózgu straciła orientację i myliły jej się paciorki, modliła się na palcach było jej łatwiej. Spotykała się ze znajomymi realizowała swoje pasje. Skręcała sushi czasem płacząc , że już nie ma siły, robiła kolczyki techniką decoupage, wykonała tych kolczyków kilkanaście par, zasiała w skrzynce marchewki i miała nadzieję , że jeszcze je będzie jadła. Okres opieki hospicyjnej trwał dwa miesiące. Ostatnie dni swojego życia spędziła na pożegnaniach. Napisała do swojej dawno nie widzianej przyjaciółki opisując jej swoją sytuację. Dzień przed śmiercią mimo, że czuła się już bardzo źle spotkała się z koleżankami, żartowała śmiała się. Kiedy przyszłam do niej rankiem dzień przed śmiercią powiedziała mi , że postanowiła jeden z jej obrazów podarować siostrze Heni z hospicjum, która opiekowała się nią. Wieczorem wezwaliśmy lekarza dowiedzieliśmy się, że nerki przestają pracować, Justyna była świadoma, że to już zbliża się koniec.

 

Justyna SasaraJustyna SasaraJustyna Sasara

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Rozmawiałyśmy w nocy, powiedziała mi , że chce aby to już się skończyło nie chciała jechać do szpitala, mówiła  że najgorsze z tej choroby jest to, że nie może chodzić. Spytałam ją czy ma jakieś życzenia co do pogrzebu , powiedziała, ze kiedy odejdzie będzie  jej wszystko jedno.  Nigdy nie powiedziała,, kiedy umrę”, używała określenia,, kiedy odejdę ‘’. Rankiem około godziny 8 00 zaczęła odchodzić. Martwiła się o Asię, że będzie sama ale jej matka chrzestna zapewniła ją, że jej dzieci Marta, Piotruś i Kasia zajmą się Asią, że nie będzie sama. Mówiła do mnie, ,,mamo nie płacz’’. Powiedziała ,, jak odejdę to wszyscy macie jechać do Hiszpanii’’,

miała kopertę z pieniędzmi , które dostała ze zbiorki Caritas te pieniądze kazała przekazać siostrze. Cały czas informowała nas jak się czuje, np. mówiła ,,teraz mam skurcz’’ , siostra Henia podała jej lekarstwo i od razu powiedziała ,,o już mi lepiej’’ , dzięki temu my mniej baliśmy się o nią wiedzieliśmy , że nic ją nie boli, było nam łatwiej. Kazała mi zadzwonić do swojej doktor Ani. Powiedziała doktor ,że była jej przyjaciółką i,że traktowała ja jak swoją koleżankę, rozmawiała, ze swoją matką chrzestną, kazała przekazać swojej przyjaciółce Oli, że była jej najlepszą przyjaciółką, prosiła, żeby pozdrowić księdza proboszcza, od czasu do czasu się uśmiechała. Kiedy zaczęła się agonia było po jedenastej wzięliśmy się we czwórkę za ręce : Bogdan jej tata trzymał ja za jedną rękę, ja za drugą. Justyna była już nieprzytomna, zaczęłam odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego wiedziałam , że dopóki nie skończę Justyna nie wyda ostatniego tchnienia. , kiedy skończyłam koronkę Justyna odeszła. Był piątek 19 lipca około godziny 11 30.

 

Justyna SasaraJustyna SasaraWiem , że nadal mamy dwoje dzieci tylko Justyna jest w niebie, jak odchodziła powiedziałam jej , żeby na nas czekała, że spotkamy się w niebie. Nie rozpaczam , bo wiem , że ona jest już szczęśliwa, tęsknimy za nią…….

Dzień po pogrzebie zadzwonił do nas znajomy, zaproponował, że zasponsoruje Asi wyjazd do Paryża i Hiszpanii, kilka lat wcześniej na taki samym wyjeździe była Justyna jesteśmy przekonani , że to ona załatwiła Asi ten wyjazd.

6 sierpnia wyruszyłam na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy . Cały mój trud ofiarowałam w intencji Justyny. Justyna była tam ze mną większość drogi przebyłam w jej butach to było takie symboliczne, ale tylko te buty pasowały mi najbardziej. Modliłam się również w intencji dzieła Hospicjum i wiem, że Matka Boża będzie czuwać nad tym Dziełem.

 

 Małgorzata, mama Justyny

 

Udostępnij
BACK_TO_TOP_OF_PAGE